Filtry prywatyzujące – produkt ery cyfryzacji

Świat się zmienia, w znacznej mierze za te przemiany odpowiedzialny jest galopujący postęp technologiczny. Era cyfryzacji zawitała do naszych drzwi, by krótką chwilę później wziąć szturmem wszystko, co ma związek z informacjami i ich przetwarzaniem.

Kategoria: Technologia

      Zdobycze współczesnej myśli technologicznej wkradają się do każdej sfery naszego życia i nie ma w tym nic dziwnego, skoro wnoszą ze sobą szereg udogodnień. Jesteśmy w stanie więcej za znacznie mniej. Jednak wraz z rozwojem technologicznym wzrasta również waga informacji i nasza świadomość problemów związanych z ich przetwarzaniem i rozpowszechnianiem. W dobie wszechobecnej cyfryzacji dane stały się cennym towarem, zazdrośnie strzeżonym przed nieautoryzowanym dostępem. Zauważalna jest tu pewna analogia do „teorii konfliktu” opisanej przez Karola Marksa nadająca określonej dynamiki w rozumieniu roli informacji w społeczeństwie postindustrialnym. Czy to jednak stanowi kompletną odpowiedź, dlaczego ludzie coraz częściej decydują się na łamanie prawa, by uzyskać do nich dostęp? Zdecydowanie nie, ponieważ kolejnym istotnym czynnikiem jest ich pozorna dostępność, aby uzyskać do nich dostęp, najczęściej wystarczy znaleźć się w pobliżu urządzenia, na którym są wyświetlane. Nie tylko dokumenty elektroniczne wytwarzane drogą służbową mogą być celem ataku, ale również informacje mniej istotne. Niezależnie od tego, czy pracujemy stacjonarnie na komputerze, czy korzystamy z telefonu w miejscu publicznym, jesteśmy narażeni na kradzież wizualną.

Najpowszechniejszym obecnie modelem prowadzenia przedsiębiorstwa jest e-commerce, czyli biznes internetowy, opierający się na rozwiązaniach teleinformatycznych z wykorzystaniem aplikacji sieciowych. Niestety taki sposób zarządzania szczególnie narażony jest na ataki zewnętrzne i kradzież danych, bo skoro swym zasięgiem obejmuje wyjątkowo szerokie spektrum działania, to analogicznie lista potencjalnych zagrożeń również będzie większa. Zresztą poza samymi przedsiębiorstwami pozostają jeszcze szpitale, lotniska, biblioteki i cała reszta instytucji, które codziennie dokonują operacji na danych wrażliwych. Oczywiście poza samymi niebezpieczeństwami wynikającymi bezpośrednio z obecności w cyberprzestrzeni, pozostaje również kwestia czysto fizycznej ingerencji osób nieautoryzowanych i tym jak się przed nią bronić.

Tu w ramach odpowiedzi na pierwszym planie pojawiają się filtry prywatyzujące stanowiące główną ochronę przed tak zwanym snoopingiem, czyli wizualną kradzieżą danych wyświetlanych na ekranie. Schemat działania takiego filtra opiera się na wykorzystaniu technologii mikro-żaluzji, pozwalającej na dostęp do treści wyświetlanych na ekranie wyłącznie osobom znajdującym się na wprost od monitora w niedalekiej odległości. Dzieje się tak z powodu warstw, które w określony sposób przepuszczają światło, zmieniając wygląd ekranu, gdy patrzymy na niego pod kątem, sprawiając, że wyświetlane dane stają się nieczytelne. To jednak nie wszystko, filtr prywatyzujący zapewnia dodatkową formę ochrony przed porysowaniem ekranu i szkodliwym działaniem światła niebieskiego. O ile zabezpieczenie przed porysowaniem zdaje się być oczywiste i wynikające bezpośrednio z faktu, że filtr montowany jest na wyświetlaczu w formie tarczy gwarantującej również bufor bezpieczeństwa przed ingerencją fizyczną w delikatną strukturę ekranu, o tyle ochrona przed szkodliwym promieniowaniem światła niebieskiego nie dla wszystkich może wydawać się równie bezdyskusyjna. Co w ogóle kryje się za terminem „światło niebieskie” i jakie wynikają z niego zagrożenia? Jest to pasmo światła widzialnego o niebieskiej barwie obejmujące zakres od 380 do 500 nanometrów, określane jako High Energy Visible Light. Rodzaj radiacji generowany przez urządzenia z ekranami LCD i oświetlenie LED jest szczególnie szkodliwy dla ludzkiego oka, ze względu na to, że niesie ze sobą największą energię w zakresie światła widzialnego, zdolną degradować strukturę narządu wzroku. Z racji diametralnej zmiany stylu życia jesteśmy narażeni na większą ekspozycję tego rodzaju promieniowania. Pracujemy, komunikujemy się, odpoczywamy i żyjemy otoczeni ekranami często od świtu do nocy. Zamontowany na wyświetlaczu filtr prywatyzujący zdolny jest zredukować emisję światła niebieskiego, chroniąc nasze oczy przed jego negatywnym oddziaływaniem.

Postępująca digitalizacja przełożyła się na poczucie obowiązku nadzoru informacji przed osobami postronnymi. Jednak nie sama zmiana formatu danych na cyfrowy w powszechnym zastosowaniu wykreowała konieczność ochrony przed kradzieżą wizualną, a sam sposób, w jaki te dane są przez nas przetwarzane. Odpowiedzialne przeglądanie zawartości ekranu w obecnych czasach jest kwestią pierwszoplanową w kontekście prywatności i bezpieczeństwa. Warto więc pamiętać, że system bezpieczeństwa informatycznego opiera się zarówno na zabezpieczeniach systemowych, jak i narzędzi pracy, którymi są filtry prywatyzujące.